Słowa gesty i cuda – czyli o sile niepojętej, która potrafi pomóc nam w życiu.

16 maja 2017 szaman Magia Rytuały

Znajdujemy się czasem na takim etapie życia, że wszystko się sypie, wali, a wokół widzimy tylko zniszczenie i rozpacz. Wyczerpaliśmy już wszystkie możliwości, wszystkie sposoby na zmianę, a nadal jesteśmy w impasie.
Jedyne co nam może pomóc to cud. Modlimy się więc, ale nie wiem, czy jesteśmy godni takiej pomocy, czy nasza modlitwa jest dostatecznie silna. A może ktoś pomodli się za nas?
Czy są osoby chętniej niż inne wysłuchiwane przez siły wyższe?

Marta jest młodą mamą. Jej dziecko nie jest jednak takie jak inne dzieci. Z punktu widzenia medycyny dzieciak jest fizycznie zdrowy, nic mu nie dolega. A jednak co noc krzyczy przez sen, rzuca się na łóżku noc w noc.
Znajoma Marty doradza wizytę u szeptuny. Podobno najlepsza była taka co mieszkała w Orli, ale ona już nie żyje. Wielka szkoda, pomogłaby na pewno, bo nikomu nie odmawiała.
Marta jest na skraju wyczerpania, nie widzi już innej szansy na pomoc. Jedzie więc na wschód polski.
Pod domem kobiety znanej z niezwykłych mocy jest wielu ludzi. Wszyscy tu oczekują pomocy. Rozmawiają między sobą komu i na co już pomogła, kto o jakim cudzie słyszał, a kto jakiegoś doświadczył.
Ludzie ci są w różnym wieku, mają różne wykształcenie i majątek, a jedyne co ich łączy to ból i rozpacz.
One często bywają w złym humorze, mówi ktoś w kolejce. Czasem komuś odmawiają przyjęcia. Nie wiem czemu. Może nie zasłużył?
Marta zastanawia się, czy ona zasłużyła. Może jest zła, może to kara za coś i szeptucha odmówi pomocy i jej dziecku.

Szeptunki często miewają swoje specjalizacje. Jedna lepiej pomaga na miłość, inna jest najlepsza w na zdrowie, jeszcze inna podobno nawet uroki potrafi rzucać. Ale urok to przecież już nic dobrego…

Szeptuchy są osobami wierzącymi. Chodzą do cerkwi, palą świece, modlą się. Za coś w rodzaju „zagłębia” szeptuch uważany jest rejon wschodniej polski, okolice Podlasia. Tam jak nigdzie indziej, nadal żyją stare tradycje, wierzenia i obrzędy.
Szeptuchy mają swoje modlitwy. Jedne są na raka, a inne na alkoholizm.
Czasem robią znak krzyża nad delikwentem któremu pomagają.
Kobieta obok Marty zastanawia się na głos, czy to nie jest sprzeczne z wiarą prawosławną. Podobno szeptuchy nie są akceptowane przez kościół, mimo że wielu księży leczy się u nich.
Do kogo modlą się szeptuchy?
Mężczyzna z kolejki mówi, że już był raz i słyszał jak „babka” kłóciła się z Bogiem i wzywała Trójcę Świętą.
Ktoś inny z kolejki mówi że nie na wszystko pomoże szeptucha, że są sprawy, że tylko molfar pomoże. Ale oni jeżeli jeszcze jakiś jest, to żyją daleko, na Ukrainie.
Marta zastanawia się kto to taki molfar i czy nie trzeba go poszukać jeżeli babka nie pomoże dziecku.
Ludzi powoli ubywa. Jedni wychodzą zadowoleni inni zdezorientowani. Jedna kobieta wyszła płacząc, bo podobno szeptucha na nią nawyzywała.
W końcu przychodzi i kolej Marty.
Sama nie pamięta co było robione i jak. Była przerażona. Szeptucha powiedziała, że na dziecko ktoś „źle spojrzał”, ale to można oddalić. Modliła się, kilka razy przeżegnała i to tyle. Chyba użyła wody święconej, ale Marta nie wie czy na pewno.
Miało pomóc.
Nie pomogło.
Mały nadal rzucał się, krzyczał przez sen i dalej nic nie pomagało.
Podobno to przez wiarę. Znajoma mówi, że babka nie pomogła, bo Marta nie wierzyła, że może pomóc.
Może ta nieżyjąca, ta z Orli by pomogła, a może poszukać tego molfara?
Ale czy on się modli? Czy on ma czyste intencje? I jeszcze jechać tak daleko, na Ukrainę…
Szuka w internecie kogoś, kto nie wymaga tak dalekiej drogi, kto zobaczy problem całościowo.
Tak trafia do Bartosza Kazibudzkiego. U niego modlitwa jest inna, bo buddyjska, jednak to modlitwa i trafia do dobrych sił.

Z Bartoszem kontakt jest przyjemny i szybki, dlatego mogę zadać mu kilka pytań.

– Czy widzisz jakieś podobieństwa między tym co robisz, a na przykład tym co robią szeptuchy?
W końcu i do Ciebie zgłaszają się ludzie w sprawach beznadziejnych.

Zarówno ja, jak i szeptuchy, stosujemy techniki duchowe, z pogranicza magii oraz zorganizowanej religii. Korzystamy z modlitw oraz rytuałów. Wydaje mi się jednak, że perspektywa tantryczna daje mi inne spojrzenie na człowieka i źródła jego problemów – tam gdzie szeptucha będzie starała się widzieć klątwę, ja zobaczę np. nadwrażliwość energii człowieka i słabą czakrę splotu słonecznego. A wewnętrzna siła, moc jest bardzo ważna, to ona określa co przyciągamy a co odpychamy.
Jeśli chodzi o inne różnice to większość zabiegów wykonuję na odległość, na podstawie zdjęcia.

– Czy ktoś kto zgłasza się do ciebie po pomoc, musi wierzyć w buddyzm, lub w to co robisz?

W ogóle nie musi wierzyć, nie tylko w buddyzm, chrześcijaństwo, cokolwiek. Jedyne co trochę przeszkadza, to wątpliwości, które wprowadzają pewien dysonans w energii.
Najlepiej być po prostu otwartym na zmiany w życiu.

– Jakie sprawy beznadziejne trafiają do ciebie najczęściej?

Kłopoty w biznesie i miłości, przeciągające się problemy z samopoczuciem (smutek, nerwy), powtarzające się „przypadki” czyli tak zwany pech, toksyczne osoby z którymi trzeba jakoś żyć.

– Dlaczego wybrałeś tę, a nie inną ścieżkę?

Bo mogłem (śmiech)

– Pomagasz ludziom poprzez…?

Sesje energetyczne na odległość, ukierunkowane na dość konkretny cel. Najpierw ustalamy potrzeby energetyczne i duchowe przyczyny problemów w danej dziedzinie. Następnie co tydzień wykonuję zabiegi. To nie jest jednorazowa pomoc, a seria zabiegów po około 45 minut ponieważ jest to dużo bardziej skuteczne.

– Jak zróżnicowany jest przekrój społeczny osób które się do ciebie zgłaszają?

Właściwie nie ma jakiejś określonej grupy. To co robię wykracza poza tradycyjne postrzeganie ezoteryki i duchowości. Trafiają do mnie osoby pragnące nie tylko ochrony magicznej, ale również chcące się rozwijać. Są więc zarówno biznesmeni z rządowymi kontraktami które utknęły w miejscu, jak i matki z dziećmi, które wymagają wsparcia. Taką bardziej zdefiniowaną grupą stanowią emigranci. W ich energii widać oderwanie od korzeni, od Ziemi, co powoduje depresję i problemy z finansami – mimo przecież dużo zamożniejszego nowego kraju.

– Korzystasz ze specjalnych tekstów. Dlaczego powstało ich tłumaczenie na język polski, czy nie działają słabiej w naszym języku?

Według tradycji, teksty te były wcześniej jeszcze w innych, wymarłych już językach. To co jest tłumaczone, to duchowy wyraz, przekaz mądrości mistrzów i mocy bóstw. Zapewniam, że nie działają słabiej.

 

Jakub Szukalski, tłumacz (w tym tekstów z których korzysta Bartosz) i autor licznych, niezwykle ciekawych artykułów o modlitwie opowiada o tym, jak ma się modlitwa do wiary, do kogo wznoszone są modlitwy oraz o tym, skąd pochodzą tzw „dary”.

– Jesteś autorem licznych artykułów o modlitwach, tłumaczem modlitw tybetańskich. Jakie widzisz różnice i podobieństwa między modlitwą chrześcijańską, a buddyzmu tybetańskiego. Czy w buddyzmie w ogóle są modlitwy?

Tak, w buddyzmie są modlitwy. Każda z wielkich tradycji buddyjskich posiada jakiś rodzaj modlitwy. Szczególnie bogaty pod tym względem jest buddyzm tybetański.
Różnice między modlitwą chrześcijańską a buddyjską są obecne głównie w języku, formach wyrazu, stosowanej symbolice. Zasadniczo modlitwa w obu tradycjach jest podobna. Ostatecznym celem jest zbawienie czy wyzwolenie. Pojawia się różne pojmowanie tego, czym jest zbawienie i różne jego opisy, ale te różnice wynikają z czysto ludzkich zapatrywań. W istocie, i Budda, i Jezus, nauczają o możliwości prawdziwego, szczęśliwego życia po śmierci, wolnego od wpływu grzechów i świata. Ten wspólny zamysł zbawienia sprawia, że modlitwy buddyjskie i chrześcijańskie są do siebie podobne w wydźwięku, w zamierzeniach i celach. Różnice, jakie się pojawiają, są raczej natury kulturowej.

– Chrześcijanie modlą się do świętych, ale czy taka modlitwa do nich nie jest sprzeczna z wiarą?

Z wiarą świętą nie jest sprzeczna; może być sprzeczna z innymi wiarami. W katolicyzmie i w prawosławiu mówi się właściwie o „modlitwie za wstawiennictwem świętych”, a nie „modlitwie do świętych”, ale jeśli popatrzymy na samo sformułowanie, to można przyjąć, że prośba zanoszona do świętego o wstawiennictwo u Boga jest modlitwą do świętego. To sprawa bardziej nazewnictwa.
Dlaczego taka modlitwa nie sprzecza się z wiarą? Ponieważ nie narusza wiary i jest dla niej pomocą. W świętej wierze prośba o pomoc świętych nie wynika z utraty wiary w Boga. Bierze się to stąd, że uznaje się świętych za osoby wyjątkowo bliskie Bogu, a także za osoby szczególnie bliskie i znane ludziom żyjącym na ziemi. Ponieważ ich zbliżenie do Boga jest potwierdzone wiarygodnymi przesłankami, nie ma powodu, aby obawiać się tutaj jakiegoś odejścia od wiary. Prośba zanoszona do nich przybliża do Boga i w ten sposób wzmacnia wiarę.

– Znaki w modlitwie. W chrześcijaństwie najczęściej jest to znak krzyża, a w buddyzmie tybetańskim?

Najczęściej są to pokłony i obchody świętych miejsc lub poważanych osób czy posągów. Są też różnego rodzaju gesty, nazywane w języku indyjskim mudrami. Mają one na celu oświecenie i ukierunkowanie świadomości na właściwe znaczenie. Znakiem modlitwy jest też złożenie rąk i siedzenie w postawie ze skrzyżowanymi nogami lub klęczącej.
Także tutaj są pewne podobieństwa do tradycji chrześcijańskiej. Podczas modlitwy często składa się obie dłonie i podnosi się je na wysokość piersi. W chrześcijańskim znaku krzyża wspomina się Trzy Boskie Osoby, dotykając dłonią ciała, a w tybetańskim, buddyjskim pokłonie, złożonymi dłońmi dotyka się trzech miejsc ciała na znak błogosławieństwa ciała, mowy i umysłu. W dłuższych nabożeństwach i modlitwach chrześcijańskich klęczy się na ziemi, tak jak jest to czynione w buddyzmie japońskim i chińskim.
Jest jeszcze dużo innych znaków modlitwy. Przede wszystkim dobre czyny świadczą o modlitwie – zarówno tej wewnętrznej-myślnej, jak i zewnętrznej-słownej.

– Uważa się że w buddyzmie nie ma boga, czy więc modlitwa tak ma sens? Do kogo modlą się buddyści? Do buddy?

Tak, do buddy, do świętych i szlachetnych osób, do różnych zwiastunów (aniołów), niebiańskich kobiet, stróżów nauk. Nie można się zgodzić, że w buddyzmie nie ma Boga. Osobiście mam wielu buddyjskich przyjaciół narodowości tybetańskiej, którzy uznają Jedynego, Najwyższego Boga, i uważają, że jest to zgodne z ich wyznaniem. Podobnie uważa mój nauczyciel z klasztoru, Czcigodny Jongzin Tenzin Namdak, wielki autorytet w tradycji bonu.
W buddyzmie tybetańskim Boga często nazywa się Pierwotnym Buddą albo Wiecznym Buddą. Także Budda Siakjamuni nauczał o wiecznej postaci Buddy, którą nazywał Postacią Słowa (Ciałem Prawdy), Dharmakają. Nie jest więc uzasadnione mówienie, że w buddyzmie nie ma Boga. Sam Budda wskazuje na znaczenie Wiecznego, a siebie przedstawia jako rodzaj Pośrednika.

– Istnieją ludzie o specjalnych zdolnościach; uzdrawiają, jasnowidzą, potrafią pomagać w sprawach uważanych za beznadziejne. Wiele osób boi się ich, uważa że taka moc może pochodzić tylko od sił nieczystych. Co ty o tym sądzisz?

Trzeba być ostrożnym przy tego rodzaju zjawiskach, ale nie należy pochopnie osądzać. Są ludzie obdarzeni mocą Boga oraz ludzie uwiedzeni przez złe duchy albo przez zmysły i żywioły. Jeśli szukamy pomocy, powinniśmy się dobrze przyjrzeć osobie, która wydaje się, że może nam pomóc. Zwłaszcza gdy jesteśmy zrozpaczeni, osłabieni, bez nadziei, powinniśmy szczególnie się wyczulić na różne podstępy i nie dać się uwieść różnego rodzaju obietnicom. Możemy poprosić o pomoc, gdy mamy pewność i widzimy, że mamy do czynienia z osobą szczerą, życzliwą i pokorną; ale także w tym trzeba mieć swój rozsądek i nie być zbyt łatwowiernym. Jeśli osoba obdarzona jakimś nadprzyrodzonym darem jest rzeczywiście pożyteczna, to zadziała odpowiednio, nawet jeśli będziemy mało wierni czy nieufni.
Często spotykam się z tym, że ludzie Kościoła katolickiego nie uznają uzdrowicieli i cudotwórców działających poza Kościołem, a niektórzy nawet uważają wszystkich takich za działających pod wpływem sił nieczystych. Takie podejście jest bardzo niesprawiedliwe. Bóg udziela się wszędzie – w całej przyrodzie – ludziom, roślinom, zwierzętom – i nie jest ograniczony do samego tylko Kościoła. Ja jestem katolikiem, ale nie uważam przez to, że mam jakiś monopol na Boga, i widzę też wyraźnie, że On udziela się wszędzie i nieraz bardzo zaskakująco. Nie powinniśmy więc tak patrzeć, że ktoś nie jest z Kościoła, to jest pod wpływem złego ducha, albo ten czy tamten nie legitymuje się żadnym świadectwem czy dokumentem, to już kompletny oszust i fantasta. Zauważmy, że Bóg wybiera sobie nieraz bardzo niepozorne narzędzia do przekazania swojego przesłania – do udzielenia swojej łaski. Bóg posługuje się często czymś nędznym, kruchym i słabym – po to, żeby nas zadziwić.
A jeśli chodzi o uwodzicieli i różnej maści oszustów, to łatwo ich wszystkich poznać po braku miłości, oderwaniu od rzeczywistości, dużej zarozumiałości, pokrętnym języku, wysokim mniemaniu o sobie, kierowaniu się duchem pychy w swoich działaniach i zachowaniach. Nie przynoszą oni pokoju, wprowadzają zamęt i zamiast godzić, budować i spajać, rozpraszają, doprowadzają do buntów, kłótni, sprzeczek i wewnętrznego rozdarcia.

– Czy bogowie/Bóg pomagają tylko w zdrowiu? Jeżeli nie, to o co można prosić w modlitwie?

Można prosić o wszystko, czego potrzebujemy. Dobrze jest się pomodlić przed pracą, aby dobrze ją wykonać. Jest wiele takich zawodów, które wymagają dużej dbałości i bez odpowiedniego skupienia i dobrego nastawienia mogą przynosić duże szkody. W tym przypadku modlitwa o wsparcie z Wysoka jest bardzo potrzebna. Także w codziennych sprawach – po wstaniu z łóżka, przed posiłkiem, po posiłku, przed spaniem, przed jakimś spotkaniem, po spotkaniu itd. W wielu sprawach modlitwa może nadać mocy i znaczenia naszym czynnościom, a także pomóc w nadaniu właściwego kierunku naszej drodze życiowej.
Modlitwa przed posiłkiem może mieć znaczenie nie tylko uświęcające, ale także uzdrawiające, odtruwające. Obecnie często kupujemy niezdrowe albo zatrute jedzenie. Możemy się pomodlić, aby Bóg usunął truciznę albo załagodził wpływ niezdrowego jedzenia, i wtedy nie musimy się tak bardzo przejmować tym, co jemy – oczywiście, jeśli to robimy w zdrowym duchu. Tu nie chodzi o to, żeby jeść byle co i nie dbać o dobór pokarmów, ale o to, żeby uniknąć zbytniego napięcia i zamętu.
Także gdy spotykamy ludzi, nieraz nieświadomie możemy ulegać różnym zgubnym wpływom i wchodzić w niezdrowe związki. Modlitwa może nas przed tym uchronić – ale tutaj także musimy działać w zdrowym duchu, to znaczy z życzliwym, przyjaznym nastawieniem – pod wpływem miłości, a nie nienawiści albo zazdrości czy pychy.
Modlitwa pomaga w znalezieniu miłości, w czuciu się szczęśliwym i spełnionym, pomaga w dobrych plonach – dużo dobroci. To przede wszystkim dobre nastawienie, szlachetna myśl, życzliwość serca, a dopiero później słowa, zdania i czyny.

 

szeptucha

Autorka: Agnieszka Orzechowska


Dodaj komentarz

Powered by http://wordpress.org/ and http://www.hqpremiumthemes.com/